Życiorys

DZIECIŃSTWO

Józef Marian Chełmoński urodził się 7 listopada 1849 roku we wsi Boczki koło Łowicza. Niektóre źródła jako datę urodzin podają dzień 6 listopada, co związane jest z faktem, iż Chełmoński obchodził swoje urodziny właśnie tego dnia. Rodzina malarza pochodziła ze zubożałej szlachty drobnoszlacheckiej, wywodzącej się z herbu Prawdzic. Dziadek artysty przez wiele lat był sekretarzem u księcia wojewody Michała Hieronima Radziwiłła w Nieborowie, zaś jego ojciec dzierżawił majątek Boczki, gdzie sprawował funkcję wójta.

Obaj obracali się w kręgach artystycznych – dziadek z racji pełnionej funkcji, ojciec z zamiłowania, gdyż amatorsko zajmował się malarstwem. Był pierwszym nauczycielem Józefa: „W rozwoju moich pierwszych wyobrażeń o sztuce dużą rolę odegrał śp. ojciec mój, który z usposobienia był prawdziwym wielkim artystą”. Józef już od najmłodszych lat przejawiał uzdolnienia plastyczne, a swoimi pierwszymi „dziełami” obdarowywał bliskich. Matka malarza również posiadała artystyczne usposobienie – rozmiłowana w sztuce i literaturze, wpierała syna na każdym etapie kariery. W domu rodzinnym nauczono go szacunku do tradycji, patriotyzmu, a przede wszystkim miłości do natury i polskiej wsi. Wieczorami czytano fragmenty Mickiewicza, co niewątpliwie miało wpływ na jego późniejszą fascynację pisarzem.
W rodzinie Chełmońskich od zawsze kultywowano wartości chrześcijańskie – Józef Chełmoński przez całe życie był człowiekiem głęboko wierzącym, cytującym pismo święte, który wśród swoich bliskich przyjaciół miał wielu ludzi kościoła.

MŁODOŚĆ

Rodziców nie było stać na posłanie go do szkoły, dlatego początkowo samodzielnie przekazywali synowi wiedzę w domu. Dopiero kiedy skończył lat 11, posłano go do warszawskiej szkoły, a po dwóch latach – do Szkoły Powiatowej Ogólnej w Łowiczu, gdzie zamieszkał u swej babki Florentyny Łoskowskiej. Już wtedy wykazywał zainteresowanie wsią łowicką i wiejskim trybem życia. Po ukończeniu gimnazjum pod wpływem „egzystującej Wystawy Sztuk Pięknych” oraz twórczości Simmlera i Grensona, postanowił zająć się malarstwem zawodowo, dlatego rozpoczął studia w warszawskiej Klasie Rysunkowej oraz zgłosił się na nauki do pracowni Wojciecha Gersona, wybitnego malarza i współzałożyciela Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Chełmoński od tej pory nazywa Gersona swym „ukochanym, najlepszym i jedynym nauczycielem” któremu „zawdzięcza wszystko”.Grenson uważał, że aby stać się prawdziwym artystą, nie wystarczy dobrze malować, ale także posiadać wiedzę z dziedzin związanych z zawodem malarza np. anatomii, perspektywy, a także wiedzę ogólną na temat malowanych obrazów. W swoich uczniach zaszczepiał pogląd o wzniosłym powołaniu artysty, a naturę uważał za „najlepszego nauczyciela, najlepszy wzór”, dlatego też nakazywał swoim studentom ćwiczyć, rysując wszystko: ziemię, kamienie, niebo, trawy, drzewa i wszelkie zwierzęta. Zachęcał ich do wychodzenia poza pracownię i badania natury poza miastem. Zwracał uwagę na umiejętność tworzenia precyzyjnego, wypracowanego rysunku i ostrzegał przed „błyskotkami koloru”.

Chełmoński przez całe życie pozostał wierny podstawowym naukom wpojonym przez nauczyciela. Wpływ nauki Gersona widać szczególnie w obrazach artysty pochodzących z lat: 1869-1871, związanych głównie z tematyką wiejską lub religijną. W tym okresie powstają m.in.: „Sobota na Folwarku” „Chłopiec i dziewczyna”, „Dzieci w zbożu”, „W kruchcie kościołka”, „W południe” i „Pojenie koni”. Na uznanie zasługuje tutaj w szczególności ostatni obraz, który zachwyca ekspresją, kompozycją i stanowi przykład niezwykłego talentu oraz indywidualizmu artysty.

TWÓRCZOŚĆ

W 1868 roku wraz z Wojciechem Piechowskim i Antonim Piotrowskim wynajął skromną pracownię na warszawskim Powiślu, gdzie namiętnie uczył się rysunku. Dorabiał udzielając korepetycji z języka polskiego, ale mimo to, nie starczało pieniędzy na podstawowe potrzeby, dlatego zmuszony był korzystać z darmowych posiłków w Towarzystwie Dobroczynności.

W 1870 roku po raz pierwszy wyjechał na Ukrainę, która zauroczyła go swym krajobrazem. Od tej chwili jego obrazy cechują się ekspresją, dynamiką, ruchem i przestrzenią. Artysta dostrzegł piękno w na pozór zwykłych, codziennych czynnościach i w niepozornych elementach natury, które zaczął uwieczniać w swoich dziełach. Efektem podróży na Kresy są m.in. : „Żurawie”, „Grabienie siana”, „W południe”, „Na cudzym pastwisku” oraz „Rankiem w puszczy”. Co ważne artysta nie malował tych dzieł w plenerze, tylko w pracowni, co może zdumiewać, kiedy weźmie się pod uwagę precyzję ich wykonania: perfekcyjne oddanie ruchów zwierząt, doskonałe linie krajobrazu, kolorystykę itd. Malarz był obdarzony darem zjawiskowej wręcz pamięci wzrokowej, która umożliwiała mu na precyzyjne odtwarzanie kształtów, gry światłocienia czy też ruchów ludzi i zwierząt. Od czasu pierwszej wyprawy, Kresy stały się miejscem jego częstych odwiedzin i inspiracją do tworzenia nowych dzieł : „ Wolność, bezgraniczne przestrzenie, cudowne skomponowane horyzonty o różnorodnych planach, lasy, jary, chutory – to wszystko wraz z barwnie ubranym ludem, czerstwymi dziewczętami, zgrają lirników i ‘didów’, końskimi targami i chłopską rozśpiewaną gromadą zlewało się w (…) czarujący kraj swobody i bajki”.

W 1871 roku po raz pierwszy jego obrazy zostały wystawione w Zachęcie. Ówczesna krytyka co prawda nie odmówiła mu talentu, jednak zarzuciła, że prace „są marzeniami we śnie, ale nie obrazami, mającymi zajmować wzrok choćby nawet profanów”. Artysta miał cichą nadzieję, że wystawa pozwoli mu stanąć na nogi, gdyż po śmierci ojca w 1870 roku rodzina Chełmońskich borykała się z problemami finansowymi. Nieprzychylne recenzje spowodowały, że dzieła nie cieszyły się należytą popularnością.

Na przełomie grudnia i listopada dzięki pomocy przyjaciół udało mu się wyjechać na studia do Monachium, gdzie spotkał wielu czołowych polskich artystów. m. in. Józefa Brandta, Maksymiliana Gierymskiego, Adama Chmielowskiego oraz Stanisława Witkiewicza, z którymi z miejsca się zaprzyjaźnił. Od początku pobytu wzbudzał niemałe zainteresowanie, lecz tym razem nie za sprawą niebywałego talentu lecz – stroju. Ubierał się w czerwone rajtuzy konnicy rosyjskiej, ułańską kurtkę oraz czapkę konduktorską, co powodowało różne reakcje u przechodniów.Niestety w Monachium także doświadczył go głód i gdyby nie pomoc Józefa Brandta i Maksymilian Gierymskiego nie wiadomo jak dalej potoczyłyby się jego losy. Przyjaciele uruchomili swoje kontakty i wkrótce obrazy Chełmońskiego zaczęły cieszyć się coraz większym powodzeniem. Wpadł w wir tworzenia: nie jadał, nie mył się, prawie nie wychodził z pracowni. Z tego okresu pochodzą wybitne dzieła, takie jak: „Powrót z balu”, „Sprawa u wójta” czy też „Podczas deszczu”. Pobyt w Monachium pozwolił artyście pogłębić realizm własnych dzieł oraz utwierdził go w przekonaniu, że w tworzeniu należy podążać własną drogą.

Po powrocie do Warszawy w 1874 roku razem z Antonim Piotrowskim, Stanisławem Witkiewiczem i Adamem Chmielowskim na najwyższym piętrze Hotelu Europejskiego wynajął pracownię nazywaną później „kuźnią polskiego malarstwa realistycznego”. W tym okresie spod pędzla artysty wyszły m. in.: ”Zjazd na polowanie”, „Na folwarku”, „Babie lato”, „Stróż nocny”, „Jesień” czy też „ Wołyńskie miasteczko”. Niedługo później wystawił w Zachęcie swe kolejne prace, które niestety nie zyskały należnego uznania w oczach krytyki, co można tłumaczyć faktem, iż nowatorskie dokonania zawsze napotykały na swej drodze trudności i rzadko bywało, żeby były społecznie akceptowane. Chełmoński jako artysta poczuł się zraniony i podjął decyzję o wyjeździe do Paryża. Początki nie były łatwe, jednak wkrótce jego dzieła zaczęły pojawiać się w Salonie paryskim, gdzie wzbudziły zainteresowanie amerykańskich kolekcjonerów. Nie minęło dużo czasu, a malarz osiągnął sukces artystyczny i finansowy. Jego dzieła sprzedawały się tak dobrze, że mógł pozwolić sobie na wystawne życie: eleganckie, pełne przepychu apartamenty, służbę, podróże. To wszystko zdaniem jego przyjaciół gryzło się z poczciwą naturą Chełmońskiego. „Nigdy chyba w życiu moim – wspomina Wojciech Kossak – nie widziałem czegoś równie potwornego jako tło dla tej niezwykłej indywidualności, jak Józia na tle jego mieszkania na Boulevard de la Tour Maubourg.(…)Spod tych lazurów wyjrzała do mnie kochana ta gęba”.

W czerwcu 1878 roku Chełmoński przyjechał do Warszawy by wziąć ślub z Marią Szymanowską – swoją siedemnastoletnią daleką kuzynką. Pierwsze lata małżeństwa były bardzo szczęśliwe, młodzi zamieszkali w paryskim apartamencie, gdzie wiedli pełne fantazji, nieco szalone życie. Za obrazy Chełmońskiemu płacono od ośmiu do czterdziestu tysięcy franków (dla porównania obrazy Moneta i Renoira kosztowały do tysiąca franków), więc nie martwili się o finanse. Jednak niektórzy, a w tym także przyjaciele malarza, zaczęli oskarżać go o popadanie w manierę i komercjalizację. Stanisław Witkiewicz bez ogródek pisze: „(…) jak patrzę na Twoją robotę, to mi się smutno robi. Więc już nic natury – tylko pamięć i maniera! Szkoda mi Ciebie więcej niż kogo, bo nawet z tych zmanierowanych i wykręconych kształtów błyszczy Twój talent – jeden z najdzielniejszych, jakich znam. Cóżeś narobił i czemu nie trzymasz się swojej drogi”.

Beztroskie życie jednak skończyło się wraz z nadejściem ustawy Mac Kinleya, podnoszącej cło wwozowe na dzieła sztuki. Popyt na obrazy Chełmońskiego spadał, rodzinę zaczęły trapić kłopoty finansowe. Artysta musiał zacząć dorabiać, tworząc ilustracje do francuskich czasopism. Należy dodać, że w tym czasie miał do utrzymania nie tylko młodą żonę, lecz także troje dzieci. Po dwunastu latach spędzonych w Paryżu, postanawia wrócić do kraju.

Mimo oskarżeń o komercjalizację i rutynę w Paryżu powstało wiele znakomitych dzieł artysty m. in: „Przed Karczmą” „ Noc na Ukrainie”, „Powrót z jarmarku” czy też „Postój kozaków”.

KUKLÓWKA

W 1889 roku artysta kupił nieduży, drewniany dworek w Kuklówce koło Grodziska Mazowieckiego i odizolował się od ludzi, miasta oraz od żony, z którą niedługo po powrocie do kraju, rozstał się. Nie wiadomo co było bezpośrednią przyczyną rozwodu, wiadomo natomiast, że Maria starała się pogodzić z mężem – bezskutecznie. Chełmoński zerwał z dotychczasowym stylem życia, przestał dbać o wygląd, strój, a nawet o higienę. Dzieła z tego okresu cechują się spokojem, statyką, eposem. Znów jest oddany naturze, staje się bardziej religijny. To właśnie w Kuklówce Chełmoński odnalazł swoje miejsce na ziemi. Tutaj powstały jego najwybitniejsze dzieła i tutaj pozostał do śmierci w 1914roku. Z tego okresu pochodzą: „ Kuropatwy”, „Bociany”, „Orka”, „Jastrzębie”, „ Cisza nocna-anioł”, „Burza” czy też „Matka Boska Częstochowska”.

Nie ulega wątpliwości, że Józef Chełmoński to jeden z najwybitniejszych malarzy polskiego realizmu. Był wielkim miłośnikiem natury, której oblicze starał się przedstawić w sposób prawdziwy, rzetelny, poetycki.

Za życia był postacią dość kontrowersyjną. Stronił od ludzi, nie zabiegał o popularność, nie lubił publicznych wypowiedzi, swoich dzieł nie katalogował, a nawet rzucał je byle gdzie. Cenił sobie swobodny ubiór i bardzo ubolewał, kiedy musiał pokazać się publicznie, gdzie wymagano od niego schludnego wyglądu.

Jako człowiek zakochany w naturze zawsze chciał być blisko niej. Tak blisko, że pewnego dnia po powrocie ze spaceru przyniósł do domu mrowisko. Troszczył o jego mieszkańców należycie – karmił i dbał, by niczego im nie zabrakło.

Artysta zmarł 6 kwietnia 1914 roku z powodu wylewu krwi do mózgu. Został pochowany zgodnie ze swoją wolą na cmentarzu w Żelechowie obok przyjaciela – ks. Barnaby Pełki.

BIBLIOGRAFIA

  • Masłowski M., Józef Chełmoński, Warszawa 1973
  • Matuszczak T., Józef Chełmoński, Kraków 2003
  • Muzeum Narodowe w Poznaniu, Józef Chełmoński, Poznań 1987

Możliwość komentowania jest wyłączona.

zdjcie zdjcie zdjcie zdjcie zdjcie