Ciekawostki

 

  • Józef Chełmoński kochał przyrodę i zawsze chciał być blisko niej, tak blisko, że pewnego dnia, wrócił ze spaceru z mrowiskiem. Może nie byłoby w tym nic szczególnie zadziwiającego, gdyby nie fakt, że mrowisko zostało umieszczone w jednym z pokojów.

 

  • Kiedy Józef Chełmoński siadał do sztalugi, nic nie było w stanie odciągnąć go od pracy – ani prośby, ani groźby, ani chociażby podstawowe potrzeby, takie jak jedzenie, picie, czy dbałość o higienę. Wojciech Kossak o jego stosunku do wyglądu zewnętrznego, mówi tak: „Kochany Józio, najlepszy człowiek, ale pod jakżeż dziwną zewnętrzną powłoką ukazywał się, mniejsza z tym, że nam, bośmy go takim, jakim był, kochali, ale obcym. Nie lubił wody i trzeba było tego szalonego powodzenia, jakiego doznawała jego sztuka w Paryżu, aby mu to eleganccy i domyci (…) najwięksi wówczas marchands de tableaux, kantem puszczali”.

 

  • Artysta nie dbał o popularność i sympatię ludzi. Miał wąskie grono przyjaciół i niezbyt ochoczo nawiązywał nowe znajomości. Podczas jednego ze spacerów spotkał człowieka, który na powitanie rzekł:
    - Jak cudownie, że od samego rana spotykam takiego wspaniałego człowieka, jak pan!
    Na co malarz bez zbędnych ceregieli odpowiedział:
    - To ma pan więcej szczęścia ode mnie…

 

  • Józef Chełmoński z natury był dosyć kontrowersyjny, a jego charakter najlepiej określa wspomnienie Wojciecha Kossaka:

    Ten wielki, jeden z największych polskich malarzy człowiek o złotym sercu i gołębiej duszy, kochany przez nas wszystkich Józio – był oryginałem i dziwakiem.Pierwszy raz spotkałem go w naszym domu na „Kossakówce” w Krakowie, gdy miałem lat trzynaście, a Chełmoński ze dwadzieścia parę. Wszedłszy do saloniku mojej matki, zobaczyłem młodego człowieka o jasnych niebieskich oczach, rozczochranej czuprynie, w jakiejś pół burce i spodniach wpuszczonych w buty, wygryzającego watę ze swojej czapki baraniej, co mu nie przeszkadzało zresztą w konwersacji (…).

 

  • W marcu 2011 w Domu Aukcyjnym Schlosser wystawiono „Roztopy na Ukrainie (Przed karczmą)” Józefa Chełmońskiego na licytację. Dom aukcyjny chyba do końca nie zdawał sobie sprawy, jakiej klasy dzieło wystawia, gdyż jego cena wywoławcza wynosiła zaledwie 3.000 euro. Jakie musiało być jego zdziwienie, kiedy kwota sięgnęła 245.000 euro ( 995.000 złotych).

 

  • Pod koniec 1889 roku artysta zakupił dworek w Kuklówce koło Grodziska Mazowieckiego. Ta decyzja okazała się być zbawienna w skutkach, gdyż po przeżyciach związanych ze śmiercią trójki dzieci oraz problemach w Paryżu, artysta wreszcie odnalazł swe miejsce na ziemi. Krajobraz Kuklówki i okolic pozwolił mu na nowo odkryć piękno ojczystego kraju i zakochać się w naturze. Uwielbiał w niej widok rozległej, bezkresnej równiny oraz bogactwo przyrody. Kuklówka stała się dla artysty prawdziwym domem i miejscem, które natchnęło go stworzenia jednych ze swych najlepszych dzieł: „Bocianów”, „Koncertu żab”, „Kurki wodnej”, „Burzy”, „Kuropatw na śniegu” i innych.

 

  • Spod pióra Jana Lechonia, na cześć malarza powstał wiersz:

 

Kaczki ciągną, grążele kwitną na jeziorze,
jakby wypisz, wymaluj Chełmońskiego płótno.
Pachnie łąka skoszona i myślę: „Mój Boże i
Jak dobrze jest mi tutaj i jak bardzo smutno!”.
Jak w Polsce płyną skądciś swędy spalenizny,
Zając przemknął przez drogę, piesek obok człapie.
Wiem, czego mi potrzeba: tęsknię do ojczyzny,
Której nigdy nie było i nie ma na mapie.

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.